Kiedy tworzysz zupełnie inny dom

Myślę, że winna jestem swoim czytelnikom kilka słów wyjaśnienia. Blog ruszył z przytupem. Tak jak i cała budowa. Jak zauważyliście zatrzymałam się w galerii na maju. Czy mam dalsze zdjęcia? Tak – mam. Ale jednak od czasu, kiedy mój Tato odszedł 11 czerwca, dokumentacja fotograficzna nadal nie jest zgrana z karty. Wpisy oczywiście się pojawiały póki… były zaplanowane. W zasadzie jednak to wszystko się zmieniło. Postanowiłam sprzedać mieszkanie i kontynuować budowę, chociaż nie było mi łatwo. I tak gdzieś tam serce do pisania mi uciekło… Rozbita na miliony kawałków – szukałam siebie.

Poszukując odpowiedzi

Ostatnie tygodnie spędziłam na intensywnym poszukiwaniu odpowiedzi, co powinnam dalej zrobić i jaki jest sens tego wszystkiego. Stanęłam w sytuacji, kiedy nie miałam pojęcia, co mam zrobić dalej z całym moim życiem. Gdzie mam odnaleźć radość? Jak ukoić przejmujący żal i tęsknotę? Bo nagle straciłam nie tylko Ojca, ale i najlepszego przyjaciela. Kogoś kto zaraził mnie pasją do dobrej muzyki i sportu. Kto tłumaczył wszystkie zawiłości polityczne i opowiadał o historii współczesnej. Kogoś kto dla mojego syna był ukochanym dziadkiem. Kiedy obserwujesz powolne odchodzenie w cierpieniu, zaczynasz na wszystko patrzeć zupełnie inaczej. Zyskujesz siłę do rzeczy, o których nie miałeś pojęcia. Poznajesz setki terminów medycznych, leków, alternatywnych rozwiązań, walczysz z systemem, chociaż jednocześnie nic nie możesz zrobić. Jeżeli ktoś nie opiekował się nigdy odchodzącą osobą, nie ma pojęcia o czym piszę. To jest bezmiar bezsilności.

Wyjechałam w sierpniu nad morze. Dla siebie. I to był punkt zwrotny. W ciszy plaży oraz nadmorskich lasów zaczęłam układać swoje życie na nowo.

Budowa prawie na ukończeniu

Obecnie wykańczamy środek domu i czekamy jeszcze na elewację. W ostatnich dniach trwały także prace ziemne, gdyż chcemy zdążyć z utwardzeniem podjazdu i wysianiem trawy przed nadejściem prawdziwych, jesiennych chłodów. Fizyczna praca przy wykończeniówce pozwala mi nie myśleć za bardzo o całej tragedii, która nas dotknęła. Skłamałabym jednak, że wszystko jest jak dawniej. Jest zupełnie inaczej, a dom stał się dla mnie symbolem siły oraz miłości, która mnie otacza. Zastanawiałam się czy powinnam kontynuować bloga po tym wszystkim, ale uznałam, że warto. Może kiedyś zerknę wstecz i zobaczę jak z popiołu powstaje feniks. Tymczasem zostawiam Wam piosenkę Linkin Park, która bardzo pomogła mi przetrwać po śmierci Taty.

 

Przemyślenia, Uważne życie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *