Służba zdrowia na wsi – poradnik przedzawałowy

Zrobiłam sobie kilka dni temu w sieci takie małe badanie, co najbardziej przeraża w mieszkaniu na wsi i pojawiała się natrętnie jedna odpowiedź od kobiet. A CO JA ZROBIĘ, JAK BĘDĘ CHORA (lub potomstwo będzie)? Otóż naturalną odpowiedzią jest, że będziesz się musiała leczyć. 😉 Krótko i prosto z mostu, dzisiaj obalam mity polskiej służby zdrowia w pojedynku miasto vs wieś. Bo przerobiłam. Na skórze mojej i bliskich osób.

Pan kotek był chory

Zacznijmy od tematu dziecko. Mój syn ma dość burzliwą kartotekę chorób, z kilkukrotnym pobytem w szpitalu łącznie. Za żadnym razem nie było różnicy, gdzie aktualnie mieszkaliśmy. Służba zdrowia na wsi nie różniła się od tej w wielkim mieście. Tylko prywatny pediatra miał dla nas czas, a dojazd do niego był i tak najbardziej dłużącymi się minutami. Pediatra, który był spoza Wrocławia.

Poza tym dzieci mają tę nadprzyrodzoną zdolność chorowania w soboty, niedziele oraz inne dni, kiedy przychodnia jest zamknięta. Gorączkują w nocy. Dla mnie sprawa jest prosta – jeżeli za ścianą mieszkania nie mam zaprzyjaźnionego lekarza, to jest to bez różnicy. Wsiadam w samochód / taksówkę i jadę. W budżecie mam na ten cel odłożoną kwotę XY dla własnego komfortu psychicznego. Jeżeli sprawa jest poważna to jadę do szpitala (lub wzywam karetkę). I z reguły utykam w zatłoczonej izbie przyjęć. Bez różnicy, czy muszę tam dojechać przez wielkomiejskie korki czy wiejskie dróżki.

Natomiast jest odczuwalna różnica w dostępie do aptek całodobowych. Dlatego w domu mam zawsze podstawowe leki przeciwbólowe, przeciwgorączkowe, na kaszel, oparzenia i opatrunki. Przy czym Was rozczaruję, w mieście gminnym, w którym mieszkałam, nie było i nadal nie ma ani jednej apteki całodobowej. Najbliższa 30 km dalej we Wrocławiu. Teraz do najbliższej mam 10 km, mieszkając na wsi.

Duży kaliber to duży kaliber

Strach przed poważnymi chorobami sprawia, że w myślach mamy wizję tego, że szpitale są ulokowane w dużych miastach. I owszem. Służba zdrowia na wsi nie ma porównania z ośrodkami w mieście. Problem w tym, że np. moja mama musi leczyć w Krakowie, bo tylko tam przyjmują pacjentów z całej Polski. I za każdym razem uprawiamy onko-turystykę. Kiedy tato zachorował, myślałam, że bez trudu znajdę prywatną opiekę. Okazuje się, że system hospicyjny kuleje nawet w mieście wojewódzkim. Zdany jesteś na siebie. Po tym doświadczeniu wiem, że w większości przypadków bliskość szpitala nie daje żadnej gwarancji pomyślnego leczenia czy poczucia bezpieczeństwa. Nie dajmy się zwariować, bo nie jesteśmy w stanie przewidzieć każdej sytuacji.

Trzy słowa od matki prowadzącej

Jestem matką. Mój syn chodzi do szkoły podstawowej. Jako niemowlę poważnie chorował. Od 3 roku życia cierpiał na przewlekłe zapalenia krtani z bardzo silnymi dusznościami. Nie minęły wcale, kiedy opuścił mury przedszkola. Wiem, co to noce na inhalatorze, jazda na zastrzyki z Dexavenu, kolejne leki, testy alergologiczne (nic nie wykazujące) i badania pulmonologiczne. Wiem, co to jest wystawianie w środku nocy owiniętego dziecka w koc na balkon, aby złapał łyk powietrza i dotrwał do kolejnego poranka. Zwiedziłam większość izb przyjęć i przychodni całodobowych. Znam zalecenia, leki, literaturę. Dopiero po przeprowadzce na wieś mój syn nie choruje, nie kaszle. Za chwilę minie rok, jak nigdy nie zakaszlał i się nie dusił. Nie przygotowuj życia na kataklizm, on nadejdzie i bez tego. Ale przygotuj się na życie w zmiennym środowisku i zobacz, co dla Ciebie jest bardziej opłacalne.

Przemyślenia

Dodaj komentarz

3 komentarzy do "Służba zdrowia na wsi – poradnik przedzawałowy"

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Magda Śliwerska
Gość
Nasze doświadczenia z służbą zdrowia są takie, że w naszej kameralnej miejscowości ta pierwszego kontaktu jest bardzo przyjaźnie nastawiona do pacjentów, że nie trzeba stać w kolejkach, że do pani doktor z sektoru publicznego można zadzwonić o każdej porze dnia i nocy i chętnie przyjedzie, gdyby tylko była taka potrzeba… Generalnie troska i dbałość o ludzi jak prywatnie, wygląda to tak, jakby lekarze i pielęgniarki po prostu nie byli przeciążeni masami pacjentów i mieli jeszcze chęć i siłę się uśmiechać. Robi to wrażenie. Do specjalistów trzeba pojechać i trzeba poszukać, tak w przypadku ludzi jak psów, no i nawet mieszkając… Czytaj więcej »
Jerzy Wilman
Gość
Cześć Anno. Również mieszkam na wsi. Tak z 500 dusz. Mam już swoje lata i zdarza mi się chorować. Najbliższy ośrodek zdrowia – 10 km. Czynny w dni powszednie. Szpital – ponad 20 km. Miasto Wrocław – prawie 40 km. Czy jednak odczuwam z tego powodu jakiś dyskomfort? Boję się? Otóż nie. W końcówce 2017 roku czułem się podle. Dwa ponad miesiące coraz intensywniejszego bólu, takiego biegającego po ciele. Jeżdżenie do Wrocławia, badania, szpital. Nic. W końcu styczeń. Non stop na tramadolu, czasem morfinie. Wezwane pogotowie na wioskę dotarło po godzinie. Niby nie byłem „nagły”. Następnego dnia rano operacja –… Czytaj więcej »
Iwona
Gość
Tak ogólnie patrząc to faktycznie służba zdrowia nie różni się od tej w mieście, ale kiedy weźmiesz pod lupę np lekarzy, czy pielęgniarki widać różnicę. Wiem mieszkam na wsi gdzie do lekarza pierwszego kontaktu dokładnie mam 24 km, a do szpitala 46 km. Kiedy mieszkałam w mieście czułam, że pracownicy służby zdrowia mają większe doświadczenie. Na wsi lekarz rodzinny bardzo często nie ma specjalizacji pediatrycznej, ba co tam specjalizacja nawet podstawowego sprzętu do badań małych dzieci nie ma. Takie głupie wzierniki laryngologiczne są abstrakcją. I w przypadku trudnej do wyjaśnienia gorączki u dziecka wiejski lekarz nie jest w stanie obejrzeć… Czytaj więcej »