Pierwszy miesiąc na wsi

Można powiedzieć, że zdecydowanie wszystko stanęło na głowie – pierwszy miesiąc na wsi za nami. Kolejny raz okazało się, że do planowania najlepszy jest… brak planów. Ale po kolei. Widzimy już wszystkie dobre i złe strony naszego wyboru. A zresztą, sami przeczytajcie…

Plusy przeprowadzki na wieś

Po pierwsze – rytm dobowy. Ogromnym plusem było wyregulowanie naturalnego rytmu dnia. Wysypiam się. Wstaję codziennie o 6:00, niezależnie czy jest to niedziela, czy poniedziałek. Nie budzą mnie już hałasy za ścianą, samochody na parkingu i inne, wielkomiejskie atrakcje. Wysypiam się w ciszy, którą co najwyżej przerywają niekiedy harce kotów. Mój syn wstaje pół godziny później, dzięki czemu o 7:00 jesteśmy gotowi, aby szykować się do szkoły. Razem podjęliśmy decyzję, że rano jeździmy samochodem, a powroty zapewnia autobus szkolny. Lubię kierować, relaksuje mnie to, więc nie jest to dla mnie żadna katorga. Do szkoły mamy dwadzieścia minut, zdążymy jeszcze posłuchać po drodze wiadomości i porozmawiać o tym, co planujemy robić danego dnia.

Po drugie – dodatkowe miejsce. Zyskaliśmy przestrzeń, która była nam bardzo potrzebna. Nadal uważam, że budowa domu o takim metrażu (85 mkw) była świetnym pomysłem. Nieduży dom ogrzewa się szybko, a zastosowana technologia drewniana pozwala utrzymać przez wiele godzin odpowiednią temperaturę. Oczywiście, że nie ma jeszcze zimy, ale wrzesień nie należał u nas do najcieplejszych. Poza tym każdy ma swój własny kąt i łatwiej zaaranżować taką przestrzeń. Jeżeli chcemy pobyć sami, to mamy taką możliwość. Syn ma miejsce na zabawę oraz naukę, a jednocześnie doskonale wie, że to tylko jego pokój i musi dbać o porządek. Nawet nasze koty wydają się bardziej zrelaksowane na większej przestrzeni… 😉

Po trzecie – znowu cisza! Pierwszy miesiąc na wsi przepełnił mnie nią do końca. Cisza pozwala także pojawić się zwierzętom. Wieczorem z okien widuję sarny, a rano odwiedzają nas m.in. bażanty, pliszki szare i kopciuszki. W nocy w każdej chwili mogę wyjść przed dom i spojrzeć na rozgwieżdżone niebo, które nie jest skażone łuną świateł. Po deszczu na drogę wypełzają różne żyjątka, a ziemia ma zapach matki natury. W pobliskich lasach jest pełno grzybów i wystarczy kwadrans, aby do nich dotrzeć.

Po czwarte – masa małych przyjemności, które sprawiają, że jest fajnie. Większa kuchnia, zaaranżowana wg mojego pomysłu, sprawia, że lubię spędzać w niej czas. Wreszcie wygodnie przygotowuję posiłki, mam miejsce na sprzęt kuchenny i spiżarkę. Inną przyjemnością jest możliwość napalenia w piecu typu koza i patrzenie, jak pięknie igrają ze sobą płomyki. Ponadto własny ogród. Moja trawa, moje drzewa! Nawet poranna kawa inaczej smakuje, kiedy możemy ją wypić, siedząc wygodnie przy stole. Zaraz powiecie, że da się to robić w każdym dużym mieszkaniu. Pewnie, że tak! Jednak podoba mi się niezależność domu jednorodzinnego, którą zyskałam, kiedy przeprowadziłam się na wieś. Czy pierwszy miesiąc na wsi był faktycznie jedynie zachwytem? Otóż nie.

Łyżka dziegciu

Dla równowagi napiszę o minusach. W wiejskim sklepie nie zawsze jest to, na co akurat ma się ochotę, dlatego dobrze jest zaplanować sobie wcześniej zakupy. Odczułam to dotkliwie kilka razy. Pół biedy, kiedy chodzi o czekoladę, gorzej, gdy potrzeba np. tabletki przeciwbólowej. Poza tym nie mam pod nosem poczty, do czego przywykłam, więc wszelkie przesyłki realizuję hurtowo, kiedy odwiedzam mamę. Po ulewnych jesiennych deszczach najlepszym przyjacielem stały się kalosze.

Trzeba przywyknąć, że nie chodzi się po chodnikach i można czasami utknąć. I to solidnie. Poza tym chyba największy minus – nie ma, że się nie chce. Wiele rzeczy trzeba robić samemu i należy do tego przywyknąć. Spółdzielnia nie włączy ogrzewania, opiekunka nie zaprowadzi dziecka do świetlicy, sprzątaczka nie wysprząta schodów. Z gorączką musisz jechać do lekarza, a nie podrepczesz dwie ulice dalej do przychodni czy osiedlowej apteki. Kiedy nocą, w trakcie wichury, gaśnie ci prąd, masz lekkie ciarki na plecach, ale oprócz tego nie masz również ogrzewania. Nie mieszkasz w mieście, więc usunięcie awarii, nie będzie priorytetem dla operatora.

Czy zamieszkać na wsi?

Dlatego jeżeli nie kochasz grzebać w ziemi, być blisko przyrody i żyć prostym życiem, to nie ma sensu wyprowadzać się na wieś. Lepiej dołożyć kilkadziesiąt tysięcy i kupić sobie szereg na przedmieściach. Z równym trawnikiem i kostką na podjeździe. Z komunikacją podmiejską i wieloma innymi udogodnieniami. I też to będzie rodzaj domu, tylko zupełnie inny niż nasz. Wieś trzeba po prostu lubić i szanować. Doceniać życie w jego najprostszych formach. Przedłożyć zwykłe, codzienne uczucia nad przyjemności, które czekają w mieście. Tak, aby pierwszy miesiąc na wsi był fajną przygodą, a nie horrorem. Jeżeli chcesz rano stanąć na chwilę i chłonąć ciszę poranka, popatrzeć na krople rosy na uschniętych trawach i poczuć jesień w jej pierwotnej formie – to ma sens. Wtedy będziesz wiedzieć, że dokonujesz dobrego wyboru. I tylko wtedy. W innym przypadku, dobrze się zastanów.

Budowa domu, Przemyślenia

4 Comments

  1. Aniu juz mieszkacie ? to bardzo szybko…. ciesze sie, że tak odbierasz wieś, ja też mieszkam na wsi, sama pale w piecu, do sklepów mam 8 km ale nie mam prawka więc jestem uzależniona od męża…. spokój teżz mam, łąki i las za brama prawie….
    pochwal si troche wnętrzem jeżeli możesz, bardzo lubie takie klimaty
    serdeczności, niech wam sie dobrze mieszka

  2. Czyli wieś zdecydowanie dla mnie , bo ja i w mieście noszę kalosze 😉 , klatkę schodową sprzątamy sami , zakupy robię raz -2 razy w tygodniu i uwielbiam ciszę . Moze w kolejnym wcieleniu będzie mi dane zamieszkać na wsi . Cudownego życia na wsi Wam życzę zatem .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *