Fenomen poranka – jak rozpocząć dobrze dzień

Czy istnieje idealny początek dnia? Już jakiś czas temu światkiem slow life’u wstrząsnęła książka Fenomen poranka (Miracle Morning), w której Hal Elrod przekonuje nas do rytuałów, które uczynią nasz dzień lepszy. Niewątpliwie są to metody, które ktoś daje radę wdrożyć, ale na pewno nie jestem to ja. Nie będę Was przekonywała, że oto zbiór określonych działań, które będziecie skwapliwie realizować, uczyni Wasz dzień lepszy. Fenomen poranka polega na tym, że zły start potrafi zepsuć wszystko co następne. Ale co najbardziej nam doskwiera? Moim zdaniem to brak czasu.

Schemat dobrego poranka

Moje poranki są dość podobne i nie zakładają magicznych rytuałów, ale ich cechą nadrzędną jest spokój. Nieważne czy właśnie któryś zwierzak zaczyna mieć problemy gastryczne, czy syn nie jest stanie zlokalizować przez kwadrans dwóch skarpet. Jestem oazą spokoju, gdyż wiem, że mam odpowiedni zapas czasu, aby zdążyć ze wszystkim. Rano robię tylko absolutnie to, co jest niezbędne.

Wstaję codziennie o 6.20 rano. Godzina w zupełności starczy na:

  • ogarnięcie się,
  • zrobienie kanapek do szkoły,
  • wyprowadzenie psa,
  • ewentualne wypicie kawy, jeżeli do domu już nie wracam,
  • czterdziesty raz zakomunikowanie synowi, że już trzeba wyjść z domu 🙂 .

O 7.30 siedzimy z młodym w samochodzie, aby jadąc do szkoły omówić bieżące wiadomości z radia. Samochód jest niezbędny, nie mam komunikacji zastępczej, owszem jest gimbus, ale rusza o tej godzinie, o której my wsiadamy do auta. Jeżeli z jakichś przyczyn nie możemy dojechać do szkoły to, w najgorszym wypadku, musimy zrobić dzień dziecka i tyle.

Uwielbiam jeździć samochodem, więc ta część poranka jest dla mnie zdecydowanie pozytywna.

Krótkie wyjaśnienie: planując przeprowadzkę na wieś, zrobiłam mały zwiad odnośnie szkół podstawowych w okolicy. Jedna była zaskakująco blisko. Ostatecznie jednak okazało się, że syn poszedł do innej placówki niż zakładaliśmy, co popsuło mój misterny plan. Do szkoły mamy — zależnie od wybranej trasy — 10 lub 8,5 km. Na dojazd w porannym szczycie należy liczyć ok. 20 minut.

8.00-9.30 to nie jest slow time. Wracając ze szkoły wstępuję zawsze do piekarni po pieczywo lub ewentualnie, jeżeli jest dzień targowy, na targ po jajka i warzywa. Maksymalnie o 9.00 jestem w domu, karmię moją trzodę (2 x kot + 1 x pies), wyprowadzam ponownie psa, robię sobie kawę i o 9.30 siadam do pracy. Do tej godziny nie odpalam mediów społecznościowych, nie czytam wiadomości i zapominam o tym, że istnieje życie wirtualne.

Nie jadam śniadań. Od dziecka nie potrafię i wmuszanie w siebie na zasadzie najbardziej pożywnego posiłku dnia, jest dla mnie marnotrawstwem czasu i energii. Gdzieś koło 11:00 organizm upomni się o pierwszy posiłek i niech tak zostanie. W weekendy jemy razem ok. 10:00, więc można uznać, że wszystko jest w normie.

O której wstajesz?

Nieważne, o której wstajesz – najważniejsze, abyś wstał wyspany, z odpowiednim zapasem czasu. Kiedy po przeprowadzce szacowałam czas potrzebny na wyjście i dojazd do szkoły, byłam pewna, że pobudka o 7.00 w zupełności mi wystarczy. Szybko okazało się, że lepiej dodać te +30 minut. Fenomen poranka może w sobie zawierać ćwiczenia, poranną prasówkę, czy cokolwiek nie zechcesz. Pod warunkiem tylko, że nie stanie się to przykrą koniecznością.

Poranek na wsi a poranek w mieście

Jeżeli wiesz, że prowadzenie samochodu to dla Ciebie katorga, to dobrze to uwzględnić przed przeprowadzką na tereny słabo skomunikowane. Oczywiście, często jest opcja zaprowadzenia dziecka do autobusu. Mój syn sam wraca ze szkoły gimbusem, ja odbieram go jedynie z przystanku. Na upartego mogłabym nie korzystać z auta, mam przywilej pracy z domu, a co w przypadku codziennego dojazdu do pracy? W mieście wystarczyło doczłapać do komunikacji miejskiej. Tutaj do porannego rytuału dochodzi obowiązkowa jazda samochodem. Oprócz tego czekają Cię takie atrakcje, jak wiosenne i jesienne błoto oraz śnieg. I tak, piszę o tym zupełnie serio – patrz fota poniżej.

Jeżeli jesteś nałogowcem ciszy, to dobrze trafiłeś!

Dla mnie plusem jest to, że wysypiam się w ciszy. Nie budzą mnie niemowlaki za ścianą, co najwyżej pies sąsiadów lub gdzieś w oddali darcie dzioba koguta. Nie wszystkich na pewno to uszczęśliwi, bo pamiętam znajomego, którego do szał doprowadzał śpiew ptaków. Szybko powrócił do miasta, jednostajnego szumu samochodów i gwaru śródmiejskich ulic. Cóż, każdy z nas musi odkryć własny fenomen poranka.

A Wy macie jakieś swoje poranne rytuały?

Slow life

Dodaj komentarz

6 komentarzy do "Fenomen poranka – jak rozpocząć dobrze dzień"

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Leptir
Gość
Aniu ja mam ten komfort ,że nie muszę trzzymać się ściśle zegarka, dzieci sa dorosłe mieszkaja daleko… Ja wstaję rano około godz 7:30, latem wcześniej, czasami po to aby upolować wschód słońca. Pije rano kawę – w ciszy – a później idę z psem na spacer…..po powrocie robię śniadanie i zjadam je z mężem, który się wykwokta z wyra 🙂 to sa moje rytuały, wiem jak smakuje poranna kawa, kiedy patrzę przez onko na bijące sie sikorki, choć na drzewie wisi kilka smakołyków. Idąc na spacer droga na cmentarz dochodze do parkingu i stąd mam wspaniały widok na swoją wieś,… Czytaj więcej »
Agata
Gość

O widzisz!n I tak jak z porankiem jest ze wszystkim, nie ma jednej recepty dla wszystkich, dlatego warto posłuchać siebie (i dlatego mówiłam, żebyś zapomniała na chwilę o kursie Uli – jak już dowiesz się co TOBIE pasuje, będziesz mogła czerpać z kursowych doświadczeń to, co Ci potrzebne i pasuje do Twojego własnego systemu.)
My dojeżdżamy 25-35 min do przedszkola, ale w sumie lubię ten czas w aucie. A jak nas zasypie to zostajemy w domu i lepimy bałwana albo malujemy cały dzień – i też jest super 🙂

czasnaziemi.pl
Gość

Piękny poranek. Ja mam porównanie poranka w mieście i poranka na wsi. Na wsi mieszkają moi rodzice i tam się wychowałam. A później życie przeniosło mnie do stolicy.
Ale jak pojadę na wieś to tam poranek jest znacznie bardziej w rytmie slow. Tam mi się też z rana lepiej śpi. Jak w mieście wstaję po 5 rano tak na mojej wsi nie mogę tego zrobić. Za smaczny jest wtedy sen
Aż zatęskniłam za rodzicami jak to teraz czytam….