Dom pełen zwierząt – nasze psy


Kiedy miałam 14 lat, wyprowadziliśmy się z rodzicami na wieś. Mój dom rodzinny był zawsze domem pełnym zwierząt. Mieliśmy różne stworzenia. Mama tylko przytakiwała ojcu na jego pomysły, chociaż sama razem ze mną też przemycała zabiedzone koty. Byliśmy często domem „tymczasowym” dla różnych zwierząt, chociaż wtedy taka nazwa nie funkcjonowała. Stawiając nasz nowy dom, chciałabym, aby był podobny do tamtego. Pełen radosnego życia. Dzięki mieszkaniu we własnym domu na wsi, poznałam wiele psich i kocich osobowości. Dziś opowiem Wam o psach, które pojawiły się w moim życiu, a każdy wniósł w nie coś innego.

Psi rezydenci

Wśród naszych psów królował Boss (1996-2000) i Hexa (1999-2010). Boss był najmądrzejszym psem, jakiego kiedykolwiek znałam. Czarny jamnik o wspaniałym charakterze. Spędził ze mną część mojego dzieciństwa – jeździł na pikniki, rozkładał się na trawie i pilnował koszyka. Do tej pory nie wiemy, dlaczego tak nagle odszedł, chociaż weterynarz sugerował celowe otrucie. Hexa pojawiła się jak grom z jasnego nieba. W pewien styczniowy wieczór pod furtkę podjechał samochód. Moja mama wyszła myśląc, że to ktoś znajomy. Kobieta z samochodu poprosiła ją, aby coś przytrzymała, a następnie wsiadła do auta i odjechała. I tak zjawił się niespełna 3 tygodniowy szczeniak, który rósł jak na drożdżach. Spał na termoforku, który szybko okazał się zbyt mały. Hexa uwielbiała ganiać jaskółki, nosiła w pysku kamienie i mruczała przy głaskaniu. Pilnowała wózka z moim synem jak prawdziwy cerber.

Psem, którego zapamiętam jako bardzo walecznego była Nora (1999-2003). Ukochany pies mojego ojca, mieszaniec dobermana z wilczurem. Niezwykle czujna i piękna. Kiedy zaczęła utykać, prześwietlaliśmy jej łapę w nadziei na to, że to tylko nabyty uraz. Niestety obraz ukazał rozległy stan nowotworowy. Przegraliśmy walkę, gdy miała niespełna 4 lata. Wtedy też zrozumiałam, że w pewnym momencie należy spasować, kiedy wynik badania jest jednoznaczny. Siła miłości to pozwolenie na przejście przez Tęczowy Most.  Dziś wierzę, że Nora razem z moim ojcem przemierza dalej bezkresy łąk i pól na wspólnych, wiecznych spacerach.

Oprócz tego była Luńcia-wariatuńcia (2003-2012), która dzięki moim rodzicom, nie skończyła jak koledzy i koleżanki w schronisku lub jako pies do nielegalnych walk. Była trochę nadpobudliwa, wiecznie ośliniona i nieświadoma swej wagi chciała się zawsze ładować na kolana. Bardzo nieufna do obcych, do swoich przesadnie wylewna. Ostatni rok spędziła na lekach przeciwbólowych, które niestety tylko chwilowo przynosiły jej ulgę. Roześmiany pychol. Daniel czasem ją wspomina, chociaż, kiedy odeszła miał tylko trzy lata.

Tymczasowi psi mieszkańcy

Przez jakiś czas mieszkał z nami jamnik Bono. Padaczkowy biedak przytargany z giełdy zoologicznej. Od 2006 roku mieszka ze starszą panią, dla której jest całym światem. Jego nowa właścicielka w dość krótkim czasie straciła męża oraz syna. Bono stał się dla niej ukochanym zwierzakiem, pomimo swoich zdrowotnych problemów. Dziś to już psi emeryt, ale zdjęcie pochodzi z czasów jego młodości.

Był także Dyzio – pies znaleziony przez nas w worku po nawozie. Na wyłysiałym od świerzba ciele miał liczne rany. Na szczęście wielotygodniowa walka o jego zdrowie przyniosła rezultat. Dyzio stał się prawie szorstkowłosym prawie-jamnikiem. Po wyleczeniu zamieszkał z moją siostrą Martą. Przez wiele lat był ulubieńcem całej rodziny.

Prócz psów od czasu do czasu pojawiały się koty. Trafiały do nas w rozmaitych okolicznościach, w większości dzikie oraz zaniedbane. Ale o nich opowiem w kolejnym wpisie…

One Comment

  1. Super mieszkać w domu pełnym zwierząt. Ja w dzieciństwie miałam tylko chomika i to jeszcze szybko gdzieś nam uciekł.
    Teraz mieszkamy z 3 kotami i jesteśmy prawdziwą szczęśliwą rodziną. Podziwiam za przyjmowanie zwierząt tymczasowych. Nie umiałabym się ze zwierzakiem rozstać …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *