Dlaczego dom utkany z marzeń?


Jeżeli utracisz szczęście, postaraj się je odzyskać. Stwórz sam to, o czym zawsze marzyłeś. Nowe życie nie będzie już takie samo, będzie zupełnie inne. Ale nie martw się – ta inność pozwoli Ci odkryć nowe lądy, niezbadane obszary samego siebie. Moje marzenie o domu na wsi rozwijało się stopniowo, zmieniało i ewoluowało. U jego podstaw jest historia mojej rodziny, mojego dzieciństwa i wielu magicznych miejsc. I dzisiaj właśnie o tym opowiem…

Witaj Wrocławiu

Dzieciństwo spędziłam w zielonym Wrocławiu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, nie skażonym jeszcze betonową ręką współczesnych developerów. Osiedle równiutkich bloków powstało w końcu lat sześćdziesiątych i było bogato obsadzone drzewami. Za płotem pobliskich domów jednorodzinnych przechadzały się kury, a my całą bandą biegaliśmy od rana do wieczora na dworze. Zupełnie jak nie w mieście.

Dom utkany z marzeń

Kiedy miałam 14 lat wyprowadziliśmy się z Wrocławia do starego domu na wsi. Była to jedna z najodważniejszych i najmądrzejszych decyzji moich rodziców. Usytuowany nad stawem, otoczony drzewami, pełen wszelakich stworzeń, dawał mi poczucie spokoju i bezpieczeństwa. Spędziłam tam wiele radosnych lat. Jeździliśmy razem z ojcem po drzewo do pieca, zimą odgarnialiśmy nieraz prawdziwe zaspy śniegu, bo obce było posypywanie wszystkiego solą. Odwiedzały nas szpaki, wróble i sikorki. Latem można było otworzyć okno i słuchać rechotu żab i poczuć się jak Ania z Avonlea. 😉

Jednak los sprawił, że po urodzeniu syna wróciłam z mężem do Wrocławia, jeszcze kilkukrotnie się przeprowadzając, a rodzice sprzedali dom. Od ośmiu lat mieszkamy w bloku i wiem, że nie jest to odpowiedni dla nas wybór. Chcieliśmy oboje wrócić na wieś, ja nawet bardziej. Wrócić do własnego domu, który daje poczucie niezależności. Kiedy kupowaliśmy działkę, wiedziałam, że to właśnie w tę budowę i urządzanie przeleję moją życiową energię, a moi rodzice nam kibicowali. Tam oddam swoje marzenia, tam stworzę dom utkany z marzeń. Mój Tato nie doczekał końca budowy — odszedł po walce z okrutną chorobą 11 czerwca 2017 roku. Wierzę jednak, że tak jak opiekował się mną w naszym rodzinnym domu, tak opiekuje się nami teraz.

W książce Astrid Lindgren Mio, mój Mio jest postać tkaczki. Tka ona magiczny materiał dla swojej zaginionej córeczki. Materiał pełen miłości. Tak samo my chcemy stworzyć miejsce, które będzie wypełnione dobrą energią. Tutaj drugorzędną kwestią jest kolor ścian, układ kafli, zakupione meble. Świadomie wybieramy dom stworzony z drewna, struktury życia. Chcę dalej tworzyć coś dobrego, przekazywać pozytywne emocje, mimo tego, iż nie zawsze wszystko układa się po naszej myśli. A jednak amor vincit omnia. I mam nadzieję, że będziecie nam towarzyszyć na każdym etapie tworzenia naszego domu. Bo to coś więcej, niż zwykła budowa.

2 Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *