Kiedy tworzysz zupełnie inny dom

Myślę, że winna jestem swoim czytelnikom kilka słów wyjaśnienia. Blog ruszył z przytupem. Tak jak i cała budowa. Jak zauważyliście zatrzymałam się w galerii na maju. Czy mam dalsze zdjęcia? Tak – mam. Ale jednak od czasu, kiedy mój Tato odszedł 11 czerwca, dokumentacja fotograficzna nadal nie jest zgrana z karty. Wpisy oczywiście się pojawiały póki… były zaplanowane. W zasadzie jednak to wszystko się zmieniło. Postanowiłam sprzedać mieszkanie i kontynuować budowę, chociaż nie było mi łatwo. I tak gdzieś tam serce do pisania mi uciekło… Rozbita na miliony kawałków – szukałam siebie.
Czytaj dalej

Dlaczego dom utkany z marzeń?

Jeżeli utracisz szczęście, postaraj się je odzyskać. Stwórz sam to, o czym zawsze marzyłeś. Nowe życie nie będzie już takie samo, będzie zupełnie inne. Ale nie martw się – ta inność pozwoli Ci odkryć nowe lądy, niezbadane obszary samego siebie. Moje marzenie o domu na wsi rozwijało się stopniowo, zmieniało i ewoluowało. U jego podstaw jest historia mojej rodziny, mojego dzieciństwa i wielu magicznych miejsc. I dzisiaj właśnie o tym opowiem…
Czytaj dalej

Wieś jest dla emerytów (w 6 punktach)

Ile razy usłyszałam, że wieś to na emeryturze. Dobrze, zgadzam się, że wybór miejsca, w którym zamierzamy zamieszkać jest bardzo ważny. Ale wbrew pozorom to właśnie dla starszych ludzi dom na wsi może być większym wyzwaniem niż dla nas. Punkt pierwszy: dojazdy!
Największy problem z reguły sprawia komunikacja, aczkolwiek mnie mieszkanie pod miastem i ciągłe namowy męża zmobilizowały do zrobienia prawa jazdy i problem został rozwiązany.

Czytaj dalej

Jesień nad stawem

To mój pierwszy post, jaki ukazał się w blogosferze. Dodany oczywiście na innej, nieistniejącej już praktycznie platformie blogowej. Od tego niego zaczęła się moja przygoda z blogowaniem. 

Naprzeciw mojego domu rośnie wielki, stary dąb – jego liście są koloru ciemnej pomarańczy, co uroczo kontrastuje z kruczoczarnym pniem. Owo drzewo rośnie nad niewielkim stawem, nad którym rano unosi delikatna mgiełka.

Brunatne o tej porze trzciny kołyszą się delikatnie na wietrze, jak gdyby płaczki pochylały swoje głowy nad czyimś grobem… spokojnie i posępnie. Jadąc do szkoły, a jadę do niej przeszło godzinę, oglądam całe to piękno jesiennych lasków i pól.

Lato przeminęło tak szybko, upłynęło na włóczędze polami i bezdrożami. Lubię tę swoją ciszę oraz samotność, kiedy na chwilę jestem tylko ja i przestrzeń. Jeszcze we wrześniu siedziałam na starym pniu drzewa, który leży niedaleko pewnego lasku, a już dni stają się coraz chłodniejsze.