Budujemy nasz dom!


W zeszłym roku postanowiliśmy z mężem przeprowadzić się do własnego domu na wieś. Chociaż dużo osób pukało się w głowę, postanowiliśmy zawalczyć o swoje marzenia. Oto nasze perypetie przy stawianiu domu w technologii drewnianej.

Dziś w skrócie – od wyboru działki po pozwolenie na budowę. Wszystko jest do ogarnięcia, pod warunkiem rzetelnego rozplanowania działania, pilnowania terminów i bycia częstym gościem w urzędach. Warto pytać, uważam, że urzędnicy nie gryzą, większość jest naprawdę przyjazna petentowi, jeżeli podejść do nich z uśmiechem.

Wybór działki to zawsze indywidualna kwestia, my skupiliśmy się na:

  • istniejących na tym terenie inwestycjach oraz miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego (mpzp), gdyż z niego można się dowiedzieć o przeznaczeniu, warunkach zagospodarowania i zabudowy terenu, a także planowanym rozmieszczeniu inwestycji celu publicznego;
  • okolicy (pola, lasy, czy to teren zalewowy);
  • dojeździe (jakość dróg dojazdowych i bliskość do większych arterii);
  • położeniu względem miasta (wojewódzkiego i powiatowego);
  • bliskości szkół, sklepów itp.;
  • powierzchni (szukaliśmy ok. 800-1000 mkw);
  • dostępnych mediach oraz ceny w granicach zakładanego budżetu.

Ponieważ mój mąż miał już wcześniej upatrzone miejscowości pod Wrocławiem, decyzja, gdzie jeździmy oglądać była szybka. Najpierw wprawdzie zerkaliśmy na gotowe szeregówki, ale tam bez umownej ceny 349 000 PLN nie mieliśmy czego szukać. Poza tym często powierzchnia ogródka była symboliczna. Zaczęliśmy oglądać działki. Pierwsza typowana miejscowość i już. Decyzja podjęta.

Przed wizytą u notariusza poprosiliśmy właściciela o numer księgi wieczystej (by sprawdzić hipotekę i roszczenia osób trzecich w stosunku do działki) i status naszej przyszłej działki w mpzp. Ponieważ projekt budynku mieliśmy upatrzony już wcześniej, ważne było upewnienie się czy nasz wymarzony dom wpisze się w wizję gminy. 🙂

Od wyboru działki po podpisanie umowy u notariusza minął miesiąc. Było to spowodowane zamieszaniem przy nowej ustawie o gruntach rolnych, która akurat wchodziła w życie. Na szczęście finalnie okazało się, że nie ma przeciwwskazań do kupna i budowy na tym terenie. Z aktem notarialnym w ręku zaczęliśmy się zastanawiać co dalej.

Czas na pozwolenie na budowę. Wystąpiliśmy o warunki przyłączenia (woda, prąd, gaz) oraz zapewnienie wywozu nieczystości (obszar ma być dopiero skanalizowany). Aby to zrobić musieliśmy załatwić mapę do celów opiniodawczych ze starostwa i dostarczyć skan aktu notarialnego, który potwierdzał własność. Ponieważ sprzedający działkę był właścicielem drogi wewnętrznej, dostaliśmy bezpłatną i nieograniczoną w czasie służebność przejazdu i przechodu, dzięki czemu odpadł kłopot uzyskania zgody na zjazd z drogi publicznej. Mpzp zakładał, że nasza działka leży w strefie „OW” ochrony konserwatorskiej dla zabytków archeologicznych. Dlatego musieliśmy mieć pozwolenie na prowadzenie prac budowlanych od wojewódzkiego konserwatora zabytków. Aby je uzyskać złożyliśmy stosowny wniosek oraz mapę do celów opiniodawczych.

Czekając na te wszystkie dokumenty, nasz geodeta przygotował mapę do celów projektowych. W międzyczasie z sądu przyszła nowa księga wieczysta. Mając konserwatora, warunki, mapę od geodety oraz kupiony projekt domu udaliśmy się do architekta adaptującego. Po adaptacji złożyliśmy całą dokumentację w starostwie powiatowym i oczekiwaliśmy na pozwolenie na budowę (czas oczekiwanie do 65 dni). Po dwóch tygodniach pozwolenie się uprawomocniło i mogliśmy w końcu pobrać dziennik budowy.

Całość zabrała nam pół roku i można było zacząć starać się o kredyt hipoteczny. Rzekłabym, że tutaj zabawa się zaczęła od nowa… ale o tym kiedy indziej… 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *