Banda trojga – o adopcji zwierząt ze schroniska

Adopcja psa lub kota ze schroniska kojarzy się większości ze szlachetnym celem. Przy okazji jednak warto sobie powiedzieć, że bywa zabawnie. Nawet bardzo. Obdarta futryna drzwi, zasikana kanapa czy pogryzione kozaczki – na ile wyceniasz swoją miłość? 😉 U nas w domu rządzi banda trojga i niektóre działania musieliśmy do nich dostosować. Nie ma zmiłuj. Jeżeli drażni Cię kocikłak na stole albo kałuża na nowych panelach, to może po prostu puść lepiej przelew co roku na jakiegoś bidoka? Dość już zniechęciłam? To teraz o potrójnej adopcji, czyli kot + kot + pies. I co z tego wyszło.

Julka

Pierwsza ze schroniska we Wrocławiu była  Julka. Przygarnęliśmy ją w maju 2013 roku. Nikt do końca nie wie, ile miała wtedy lat. Przez ponad miesiąc siedziała w klatce i nikt się nią nie zainteresował. Tę kotkę wybrał nasz syn, który miał wtedy 4 latka. Szybko okazało się, że jest miła i spokojna. Wady? Pani czyścioszka, kiedy za długo ma nieświeży piaseczek, wybiera bardzo świeże buty lub tapczan. Poza tym do żywca odrapała nowiutki narożnik z ekoskóry, dlatego już kolejny kupiliśmy z weluru. Umiłowała sobie także futrynę drzwi, w nowym domu byliśmy mądrzejsi i teraz po prostu kot ma drzwi otwarte. Drapaki? Ależ oczywiście! Zdrowotnie? Jak zwykle po schronisku zwierzę jest do ogarnięcia. Przez pierwszy miesiąc walczyliśmy z pchłami i świerzbem usznym.

Julka w schronisku – 2013 r.

Julka przez 4 lata była jedynaczką. Wpływ na to miały również nawrotowe zapalenia krtani u naszego dziecka. Wszyscy dookoła zwalili winę na nieszczęsnego kota, a ja raz na dwa miesiące latałam z inhalatorem. Spokój był jedynie latem. Naszej pediatrze jednak nie do końca wydawało się to oczywiste, bo nie było żadnych innych objawów, które sugerowałyby, że winna jest Julka. Postanowiłam nie ryzykować i nie zwiększać dawki alergenu. Ostatecznie, kiedy syn skończył 7 lat, zdecydowałam się na pełne badania alergologiczne, które wykluczyły alergię na zwierzęta. Po przeprowadzce w czystsze rejony, problem krtani ustał raz na zawsze.

Poniżej zdjęcia z 2013 roku, kiedy Julka pojawiła się w naszym domu:

Po pół roku u nas Julka prezentowała się tak:

Julka obecnie:

Tola

W czerwcu 2017 roku, krótko po śmierci mojego Taty, do Julki dołączyła Tola. Małe, upaprane coś, również z klatki. Całkowicie spontaniczna decyzja. Niecałe 4 tygodnie, wielkości dłoni, wypłoszowate i wrzeszczące po nocach za swoją matką. Tutaj już zmagaliśmy się z robaczycą i ogólnym osłabieniem organizmu. Najprawdopodobniej gdybyś jej nie wzięli, odeszłaby na panleukopenię, która jest zabójczynią kociąt w takich skupiskach. Kiedy ją braliśmy, w schronisku na adopcję czekało kilkadziesiąt (sic!) kociąt. Julka zareagowała na małą ogromnym fochem. Dzisiaj się tolerują i jedzą z jednej miski, chociaż daleko im do przyjaźni.

Pierwsze przełamywanie lodów:

Tola obecnie:

Tola to kot wysokopienny. Drżyjcie kwiatki i firanki. Potrafi z siłą huraganu przegalopować nocą przez dom. Lepiej, aby jedzenie było pochowane, bo chętnie skonsumuje wszystko i niekoniecznie podzieli się dobrą opinią po posiłku. To prawdziwa Magda Gessler kociego świata!

Kazik

No i nasz rodzynek – Kazik. Również z wrocławskiego schronu. Jest u nas obecnie 3 tydzień i dopiero zobaczymy, co z niego wyrośnie. Trwa nauka czystości, czyli co jakiś czas zdarza się mu trafić ze wszystkim na panele. Wycieramy, myjemy i uczymy dalej. Podsuwamy gryzaki zamiast kapci. W nocy wstaję z nim ok. 2:00 na odcedzenie kartofelków na dworze. Szczenię nie trzyma moczu tak długo, jak dorosły pies. Warto brać to pod uwagę. Pierwszy tydzień spał pod łóżkiem w sypialni, obecnie już wyemigrował do przedpokoju, skąd widzi nas wszystkich. Potrafi czasami rozryczeć się na cały głos, a wtedy… z odsieczą przybywa Tola. Są najlepszymi przyjaciółmi. Julka wymaga od niego szacunku i bije łapą, kiedy za bardzo się zbliży.

W domu:

Z Tolą:

Ta banda rządzi u nas teraz niepodzielnie. Rano wita nas miauczenie i szczekanie w kuchni, bo garkotłuk za późno wystawił miski (oczywiście osobne, aby nie było awantur). Potem kuwety, spacery itp. Na czas wyjazdów należy organizować opiekę. U weterynarza można niekiedy wyrobić kartę stałego klienta. Zabawa z dietą. Zabawa z zabawkami. No i sprzątanie, ale to akurat można traktować w ramach fitnessu. Jeżeli jeszcze się nie zniechęciliście, to adoptujcie! Adopcja psa lub kota ze schroniska to świetna sprawa. Potem będziecie mieć kino na żywo:

Wrestling

Jedziemy na wakacje?

P.S. Jeżeli wydaje się Wam, że Wasze dziecko będzie spacerować codziennie z psem i czyścić kotu kuwetę, to macie rację! Wydaje się Wam. 🙂 Ale za to karmienie, przytulanie i zabawy są do ogarnięcia.

A i jest jeszcze Janusz. Wprawdzie już nie ze schroniska, ale serdecznie Was pozdrawia!

Nasz zwierzyniec

Dodaj komentarz

4 komentarzy do "Banda trojga – o adopcji zwierząt ze schroniska"

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Katarzyna
Gość

Myślę o psie, ale dopiero kiedy kupię własne mieszkanie. Jeśli zaś chodzi o adopcję ze schroniska – rozumiem, że żadne z Twoich zwierząt nie zostało przez nikogo skrzywdzone?

B.
Gość

Zapomniałaś o fastfoodowych myszkach 🙂