A teraz pomieszkam sobie na wsi

Tak w sumie to zaczęło się bez większego zadęcia. Po prostu – pomieszkam na wsi. Od x czasu wiedzieliśmy, że nie chcemy mieszkać w mieście. Mieszkanie w miasteczku już też przerobiliśmy. Resztę ideologii do naszych wyborów dorobili inni. Każde życie ma swoje plusy i minusy, a to, że czasami piszę o minusach poprzednich decyzji, nie oznacza, że nagle zacznę sączyć jad na innych. Ja po prostu lubię moje życie na wsi, odnajduję się w niektórych ideach, chociaż tylko przypadkiem wpisały się w trend ucieczki z miasta. Ja już na wsi mieszkałam, a nawet można powiedzieć, że więcej spędziłam na niej czasu niż w wielkim mieście. Dlatego wracam do domu.

Człowiek – zwierzę (nie)stadne

Bo mnie jakoś tak nigdy nie ciągnęło do innych ludzi i życia w zbiorowisku. X czasu robiłam to, co najlepiej umiałam. Brałam aparat i szłam tam, gdzie uważałam, że jest coś, co warto pokazać. Dopisywałam do fotografii tekst, chociaż nie zawsze podpisywałam. I szło w świat. Na półce są książki oraz czasopisma z moimi artykułami, zdjęciami i okładkami. Część niepodpisana. Część pod pseudonimem. Może nieco przykryte kurzem. Z czasem pokażę je wnukom.

Potem udało się mnie przekonać, że to nie jest najlepsza droga. Uwierzyłam, że niebieskim ptakom w pewnym wieku czas przefarbować skrzydła, ustatkować się, znaleźć normalną pracę i gotować rosół w niedzielę. Mieć dzieci. Ewentualnie jedno dziecko tak, aby balansować na krawędzi tych dzieciatych oraz tych bezdzietnych, a tak na serio nie pasując nigdzie. Pomieszkam w mieście. Pomieszkam w miasteczku.

Przez długi czas nawet nieźle szło. Wpisałam się w format. Bywałam tu i tam. Może nawet zamieniłam kilka zdań w sklepie i niekoniecznie dotyczyły one tylko pogody. Raz tylko jeden, Sheryll mi powiedziała, że jej brakuje. Bym pierdoln*ła z grubej rury na blogu, jak za dawnych czasów. Ale dawnych czasów już nie było. Za to ja stwierdziłam, że może jednak znowu pomieszkam na wsi.

Koniec balu Panno Lalu

Kiedy przywieźli mojego Ojca ze szpitala, okazało się, że nikogo nie obchodzi, co dalej z nim będzie. Wtedy już było bardzo źle. Flashback. Jest taki widok, stoję po kolejnej operacji na korytarzu. Lekarz prowadzący ma dla mnie minutę, nawet nie w gabinecie.
– Co będzie dalej… panie doktorze?
– Dalej? Przecież Pani wie, że on umrze. Może się to stać w każdej chwili.
Koniec przekazu, mój czas się skończył. W domu zaczynasz rozumieć, że żadne błagalne modlitwy do Boga Ojca i innego bóstwa nie pomogą. Ani pieniądze. Też żadne. Kasa przydatna jest na leki, odżywki, środki czystości, worki do stomii, rurki do nefrostomii, rękawiczki jednorazowe, materac przeciwodleżynowy, a potem także na nic. Cisza niedzielnego poranka. Zamykanie plastikowego zamka. Po prostu. Pompa materaca już nie tłoczy powietrza, cisza wdziera się w każdą komórkę. I zaczynam pieprzyć wszelkie konwenanse.

Ktoś pożycza mi książkę Marie Kondo. W trzy dni oddaję kilkadziesiąt worków ubrań, zabawek i książek. Jeszcze nie sprzedałam formalnie mieszkania, a już nie ma w nim 2/3 rzeczy. Palę listy i stare zapiski. Zostawiam trochę zdjęć. Pół roku później ktoś się zastanawia czy to minimalizm na pokaz. Mam to w dupie. I mam też jedynie małą szafę rzeczy. Dopiero potem dowiem się, że to capsule wardrobe.

Pomieszkam na wsi

I obecnie nic mnie nie będzie interesować. Przejrzę social media, odpiszę na wiadomości, poprawię teksty, przygotuję grafikę, obrobię zdjęcia. Wrzucę notkę na bloga i pójdę piec bułki. Nie dlatego, że są trendy, ale dlatego, że lubię je piec. Pogłaszczę kota, pogadam z psem, pogram z synem w makao. Kiedyś ktoś mi pewnie wypomni, że spieprzyłam kolejną życiową szansę. Bo tu nie ma systemu nagród ani awansów. W domu nie jesteś pracownikiem kwartału, ani nawet miesiąca. A ja stwierdzę, że po prostu żyłam po swojemu. Bo nie ma dobrych wyborów, są nasze, moje. A ja nie mam czasu, aby zastanawiać się, czy spełniłam oczekiwania innych. I po prostu już nie chcę.

Uważne życie

11
Dodaj komentarz

avatar
7 Comment threads
4 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
8 Comment authors
SheShaKasiaAnia - jezynowapolana.plmonikaDziewczyna z agencji Recent comment authors
  Subscribe  
Powiadom o
Agata
Gość
Agata

Świetnie się czyta

Monika
Gość
Monika

Też mi się marzenia ucieczki gdzieś daleko kołaczą po głowie, ale z drugiej strony bałabym się, ze za szybko się znudzę tą sielanką

Ania - jezynowapolana.pl
Gość
Ania - jezynowapolana.pl

Bo to niekoniecznie sama sielanka!

Joanna
Gość
Joanna

A ja nigdy nie mieszkałam na wsi. Od urodzenia mieszczuch … mąż mnie trochę przekonał. Bardzo szybko się przyzwyczaiłam i kocham tą swoją wioskę! Od 5 lat tu mieszkam, żyję powoli, rozważnie i doceniam to co mam.
Trochę szkoda mi ludzi, którzy nie potrafią przyzwyczaić się do życia na wsi – są jak ryby wyjęte z wody – szczelnie zamknięci w swoich domach za żaluzjami anty i brygadą anty na zawołanie. Pełno ich wokół mnie…
P.S. Świetny wpis o życiu o rodzinie, będę zaglądać!

Ania - jezynowapolana.pl
Gość
Ania - jezynowapolana.pl

Dzięki! Tak to jest, że się obudowaliśmy ze wszystkich stron i żyjemy w twierdzach.

Dziewczyna z agencji
Gość

Pięknie napisane – nie ma dobrych wyborów, są nasze! Podsumowanie idealnie w punkt.
I to pieczenie bułek… nie dlatego, że to jest trendy, ale dlatego że lubisz. I wiemy, że tu nie o same bułki chodzi, a o wiele aspektów naszego życia. Naprawdę mega wartościowy przekaz. Nie przestawaj pisać!

Ania - jezynowapolana.pl
Gość
Ania - jezynowapolana.pl

Dziękuję!

monika
Gość

Super post! 🙂

Ania - jezynowapolana.pl
Gość
Ania - jezynowapolana.pl

Dziękuję! 🙂

Kasia
Gość
Kasia

Dzięki za ten wpis, trafiłam tu we właściwym momencie. Może przypadek, może nie – dziękuję.

SheSha
Gość

Wieś jest (przynajmniej dla mnie) o wiele przyjemniejsza niż miasto, dlatego ubolewam nad tym, iż mieszkam w mieście. Siedemnaście lat mieszkałam na wsi i bardzo miło wspominam ten czas:) Miasto mnie męczy, czuję się osaczona, ale być może wrócę na prowincję (gdyby to tylko ode mnie zależało).
Przyjemnie się Ciebie czyta Aniu:)
Pozdrawiam.