sobota, 28 stycznia 2017

Kiedy tylko spojrzę

Od ostatniego wpisu minęły blisko trzy miesiące. Chciałabym napisać, że oto wygrywamy walkę, ale dziś już wiemy, że to nie jest możliwe. Dlatego ostatecznie zamykam na blogu kwestie onkologii. Mogę cieszyć się wspólnymi dniami, a nie czekać na koniec, którego nikt nie zna.
Ale ja nie o tym. Potrzebowałam trochę ciszy i wytchnienia, od bloga, od znajomych, od wirtualnych dyskusji, forów internetowych itp. Te trzy ostatnie miesiące były bardzo ważne. Jeżeli myślałam, że to czas od operacji ukaże prawdziwe oblicze znajomych, to sromotnie się pomyliłam. To ten czas od października, wybitnie ograniczył mi grono koleżanek i kolegów. Pokazały mi ludzi, na których mogę liczyć i drugą stronę osób, które nawet nie próbują zrozumieć, chociaż umówmy się - nie wymagam zrozumienia. To nie była prosta lekcja, bo uświadomiła mi, że absolutnie nie liczą się takie sprawy jak. np. całe lata znajomości itp. Liczą się przyziemne priorytety. Zadziwia mnie wiara niektórych we własną nieśmiertelność, planowanie na jutro. Jutro dla mnie nie istnieje. Owocne to było, bo pouczające.Kilkadziesiąt dni wniosło w moje życie więcej zmian, niż ostatnie lata.

Pouczające jest też to, że odsiałam wyimaginowane problemy od tych prawdziwych. Już prawie zapanowałam nad chaosem. Rozpoczęłam planowanie z systemem Bullet Journal. Przerobiłam zalecenia Agaty i wdrożyłam je w życie. Powróciłam do pracy naukowej po godzinach, a promotor udzieliła mi pełnego wsparcia (chylę nisko czoła i dziękuję).

Toksyczność jest zła. Mówienie ludziom, jak mają żyć jest złe. Pozwólmy wybierać własne drogi. Wybieram najlepiej jak potrafię, nawet jeżeli popełniam błędy. Cieszą mnie drobiazgi. Doceniam każdy dzień. Dobro się mnoży, kiedy się je dzieli. 

Zaczyna się chiński rok Koguta. Daję mu szansę.

 fot. Sasin Tipchai / Pixabay